Wydarzenia

kukdm18

Akademia obiektem zmasowanego ataku Gazety Wyborczej

W ostatnich dniach krakowski dodatek Gazety Wyborczej jest miejscem, w którym pojawiają się raz po raz napastliwe informacje dyskredytujące naszą uczelnię. W piątej 30 stycznia pod wielkim tytułem "Flaszka dla żaka" opisano proceder pewnego sklepu internetowego, który ogłosił gotowość dostarczania wódki mieszkańcom miasteczka studenckiego. Chociaż była to inicjatywa zewnętrznego podmiotu nie mającego nic wspólnego z uczelnią - w artykule co chwile wymieniana była nazwa AGH (pod pozorem, że dostawy wódki miały dotyczyć studentów AGH). Chodziło oczywiście o wytworzenie wrażenia, że na naszej uczelni tolerowane jest pijaństwo.

Trzy dni później, w poniedziałek 2 lutego pod krzyczącym tytułem "Honory za dolę" Gazeta Wyborcza dostarczyła kolejną sensację: Oto tak zwane "Stowarzyszenie Kazachów", skupiające bliżej nieznaną liczbę członków oraz założone pod koniec 2003 roku, usiłowało agresywnymi listami i telefonami wymusić na mnie informacje na temat rozważanej w AGH inicjatywy nadania doktoratu honorowego prezydentowi Kazachstanu. Chamowatą przedstawicielkę "Stowarzyszenia", która rozmawiała z urzędnikami AGH metodą wrzasku i zastraszania, nie interesowały przy tym żadne argumenty, nie chciała też (mimo kilkakrotnych zaproszeń z naszej strony) wypowiedzieć żadnej własnej opinii w tej sprawie, a domagała się wyłącznie podania personaliów osób, które wystąpiły do AGH z tą inicjatywą. Takich wiadomości z zasady nie udziela się osobom postronnym, gdyż osoby formułujące takie czy inne propozycje robią to na wyłączny użytek swoich rozmówców (w tym przypadku - mnie) i na ogół nie życzą sobie, żeby tę informację rozgłaszać do osób trzecich.

Próbowaliśmy podany wyżej punkt widzenia przedstawić "Wspólnocie ...", ale nasilało to tylko akty chamstwa i agresji z ich strony. Odpisałem więc awanturującej się pani jednozdaniowym listem, zaczynającym się od słów "Uprzejmie informuję, że ..."

Ten list (pozbawiony jednak mojej grzecznościowej formułki początkowej) przytoczyła in extenso Gazeta Wyborcza, nazywając go "skandalem dyplomatycznym". Otóż twierdzę, że grzeczna i rzeczowa odpowiedź przedstawiciela ponad trzydziestotysięcznej społeczności akademickiej 86-letniej uczelni na bezczelne molestowanie ze strony samozwańczego, zapewne kilkuosobowego stowarzyszenia mającego kilkumiesięczną historię nie ma nic wspólnego z dyplomacją, zaś skandalem jest to, co i jak na ten temat napisała Gazeta Wyborcza. Skandalem jest także to, że artykuł zilustrowano zdjęciem naszego Senatu, informując w podpisie, że Senat ten niebawem być może podejmie decyzję... Uważam, że przedmiotem dyskusji i oceny może być decyzja jako taka, gdy już zostanie podjęta. Natomiast wystawianie ocen i cenzurek przed podjęciem przez stosowne gremium ustawowo mu przysługującej autonomicznej decyzji ma wszelkie cechy gwałcenia tej autonomii i próby wymuszania na nas takiej decyzji, jaka by odpowiadała pismakom Gazety Wyborczej i ich mocodawcom, a nie takiej, jakie demokratyczne gremia naszej uczelni uznają za słuszne.

I jeszcze jedno. Artykuł przygotowano akurat wtedy, kiedy ja byłem nieobecny, co zresztą zaznaczono w jego tekście w sposób sugerujący, że unikałem odpowiedzi na pytania Gazety. Nie był to jednak zbieg okoliczności. Redaktorzy Gazety wiedzieli dokładnie, że właśnie wtedy mnie nie będzie, gdyż cała prasa była powiadomiona, iż w weekend poprzedzający "demaskatorską" publikację odbywał się plenarny zjazd Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, na którym ja miałem jeden z kilku głównych (umieszczonych w zawiadomieniu) referatów programowych.

W poniedziałek, kiedy ten skandaliczny artykuł był już czytany i komentowany w całym Krakowie, redaktorzy Gazety zechcieli wreszcie zwrócić się także do mnie i zadać mi kilka dodatkowych pytań (faksem). Pytania i moje odpowiedzi przytaczam poniżej, zostały one także przytoczone we wtorkowej Gazecie Wyborczej (pod subtelnym tytułem "Honorowy interes") z komentarzem pana Seweryna Blumsztajna, pouczającym mnie, co powinienem, a czego nie powinienem robić na naszej uczelni.

Zachęcam wszystkich Państwa, żebyście przeczytali tę kolekcję paszkwili i wyrobili sobie na jej podstawie własne zdanie w tej sprawie. Gorąco polecam także próbę znalezienia w Internecie informacji na temat Wspólnoty Kazachskiej - warto bowiem na własne oczy zobaczyć, kogo Gazeta Wyborcza uznała za jedynego wiarygodnego informatora w tej sprawie.

Prof. zw. dr hab. inż. Ryszard Tadeusiewicz
Rektor AGH

Odpowiedzi na pytania Dziennikarzy Gazety Wyborczej, pp. Małgorzaty Skowrońskiej i Magdaleny Kuli, nadesłane faxem w dniu 02 lutego 2004 o godzinie 12:30

1. Dlaczego uczelnia chce uhonorować prezydenta Kazachstanu?

Zacznę od pytania: Na jakiej podstawie formułowana jest teza, że uczelnia chce uhonorować? Czy została podjęta na AGH jakakolwiek uchwała w tym zakresie?

Nie!

Zostały złożone w zeszłym roku w tej sprawie wnioski czterech Rad Wydziałów, ale o argumenty przemawiające za tymi wnioskami należy zapytać wnioskodawców (czyli stosownych Dziekanów), a nie rektora Uczelni. Rektor ani Senat nie podjęli jeszcze żadnej decyzji!

Co do kontaktów z prasą: Będziemy wyjaśniali nasze racje, gdy PODEJMIEMY jakąś decyzję. Nie widzę natomiast potrzeby ani możliwości komentowania czy dyskutowania publicznego spraw, które w uczelni są na etapie wewnętrznej DYSKUSJI. Recenzowanie przez Gazetę Wyborczą spraw, które w AUTONOMICZNEJ szkole wyższej są przedmiotem dyskusji (ale jeszcze nie decyzji) uważam za poważne nadużycie konstytucyjnej zasady autonomiczności Uczelni.

2. Z czyjej inicjatywy doktorat miałby być przyznany? Jaka jest w tym rola spółki Poszukiwania Nafty i Gazu?

Uczelnia swoje decyzje podejmuje niezależnie i w sposób autonomiczny. Rola takiej czy innej spółki w inicjowaniu tych decyzji nie jest przedmiotem publicznej dyskusji. To my (Senat i rektor) odpowiadamy za merytoryczną zasadność naszych decyzji - tu jednak zostaliśmy publicznie osądzeni i napiętnowani zanim jeszcze podjęliśmy jakąkolwiek decyzję! Jest to poważne nadużycie i naruszenie norm i dobrych obyczajów.

3. Czy uczelnie przyznając swoje honorowe doktoraty, kierują się poza opiniami naukowców, także zdaniem zewnętrznych firm i organizacji?

O nadaniu doktoratu honorowego AGH decyduje Senat, a nie sądzę, aby decyzje mojego Senatu podlegały sterowaniu ze strony zewnętrznych firm czy organizacji. AGH przyznała w swojej 85-letniej historii blisko sto przyjętych doktoratów honorowych (między innymi dla Ojca świętego, dla Przewodniczącego Fundacji Nauki Polskiej, dla kilku Noblistów, oraz dla wielu innych autorytetów moralnych i intelektualnych), o żadnym jednak nie można powiedzieć, że był przyznany z pominięciem procedur merytorycznych lub formalnych. Jeśli są przypadki odstępstwa od tych reguł - to proszę o konkretne przykłady, a nie ogólne insynuacje.

4. Czy uczelnia współpracuje ze spółką Poszukiwania Nafty i Gazu i na czym ta współpraca polega?

Uczelnie jako całość (reprezentowana przeze mnie, jako rektora) nie współpracuje z wymienioną Spółką. Być może współpracę mają konkretni pracownicy, ale jako rektor nie jestem w stanie kontrolować, co robi każdy z 4 tysięcy pracowników AGH. Uczelnia jako całość umowy o współpracy nie ma.

5. Po dzisiejszej publikacji Gazety Wyborczej pojawiły się głosy, że uczelnia "handluje doktoratami". Jak pan może skomentować ten zarzut.

Dokładnie taki zarzut logicznie wynika z tytułu Waszej publikacji zatytułowanej "Honory za dolę". Kategorycznie odrzucam ten zarzut. Nie ma oni jednego przykładu w 85 letniej historii AGH, który by uzasadniał Wasze pomówienie o frymarczenie naszymi tytułami honorowymi.

Ponieważ Wasza publikacja i jej tytuł wywołuje nieodparcie takie właśnie skojarzenie, co jest celowym i bezpodstawnym pomówieniem naszej Uczelni - zamierzam skierować do sądu skargę przeciwko Gazecie Wyborczej o naruszenie dóbr niematerialnych AGH (dobrego imienia naszej Uczelni) przez Waszą publikację.

3 lutego 2004